joanna mostowska - wyjazd do Azji 2006-2007
Kategorie: Wszystkie | mapy | parę słów o mnie | podziękowania
RSS
piątek, 15 czerwca 2007
pierwsze spojrzenie na Leh
















droga do Leh









Z Manali jadę do Leh w Ladakhu. Droga jest męcząca, niecałe 500 kilometrów jedzie się dobę, podskakując co chwila na kamienistej drodze. Widoki są za to niepowtarzalne.










droga do Ladakhu - przystanek w Manali





W Manali, turystycznej miejscowości w stanie Himachal Pradesh zatrzymuję się na jeden dzień. Siadam na krawężniku, przyglądam się ludziom.








sobota, 09 czerwca 2007
w stronę Ladakhu


W Varanasi jest miło, ale upał dla mnie nie do zniesienia. W południe temperatura sięga 45 stopni. Żar leje się z nieba. Nic się nie chce. Pakuję tablę.
Ruszam w stronę Ladakhu, gdzie mam zebrać materiały do pracy magisterskiej. Po miesiącach leniuchowania, pora ruszyć głową.




znowu brzmienia Varanasi


Varanasi to dla mnie magiczne miejsce. I muzyczne miejsce. Znowu wczuwam się w granie na tabli. Wieczorami chodzę na koncerty. Dzisiaj gra sitar z akompaniamentem tabli. Tablistę poznałam w lutym. To gruby, zezowaty stary hindus, który podczas koncertów co chwila wpycha sobie tabakę pod wargi. Jego palce są grube jak cała reszta ciała i trudno by się spodziewać, że gra na bębnie. Ale jak zaczyna grać wydaje się jakby pieścił instrument. Uderza lekko, ale głos rozbrzmiewa mocno. Muzyk grający na strunowej sitar jest dla odmiany chudym, młodym chłopakiem i w trakcie koncertu wydaje się jakby trochę przedrzeźniali się muzyką. Smutne zawodzenie sitar przeplatające się z mocnym rytmem bębnów. Gaśnie światło (w Indiach co chwila odłączają prąd), ale muzycy nie przestają grać. Słuchamy w całkowitej ciemności przez kolejne dwie godziny i dźwięki jakby jeszcze mocniej roznoszą się w mroku.


środa, 06 czerwca 2007
powrót do Indii


W Kathmandu sprzedałam rower, kupiłam nowy plecak i parę innych rzeczy. Po wyrobieniu nowej wizy indyjskiej jadę znowu do Indii. Wracam do Varanasi, żeby odwiedzić nauczyciela muzyki, odebrać swoją tablę
i przypomnieć sobie granie.

Miło jest wrócić do znajomego miejsca. Wcześniej byłam tu prawie miesiąc. Poznają mnie więc właściciele sklepików, kafej internetowych, wiecznie naćpany sprzedawca marihuany. Nawet trzy szczeniaki, które urodziły się
w trakcie mojego pobytu i które dokarmiałam jogurtem, teraz, wyrośnięte już, poznały mnie i przywitały merdaniem ogonów.



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33