joanna mostowska - wyjazd do Azji 2006-2007
Kategorie: Wszystkie | mapy | parę słów o mnie | podziękowania
RSS
wtorek, 14 sierpnia 2007
KONIEC PODRÓŻY





Dokładnie 9 miesięcy od przylotu do Indii, znowu stoję na lotnisku i czekam na samolot do Warszawy.
To była długa podróż, pełna niespodzianek, przygód, szybkich zwrotów akcji, ale też chwil odpoczynku i przemyśleń. Podróż przez sześć państw – Indie (najdłużej), Tajlandię, Kambodżę, Wietnam, Nepal (ekspresowo) i Tybet (rowerowo). Podróż przez różne krajobrazy, klimaty. Przez odludne obszary Wyżyny Tybetańskiej i w zatłoczonym, nowoczesnym Hong Kongu, czy Bangkoku. Przez pustynię Thar w Indiach i rajskie plaże w Tajlandii. Przez suchy i gorący Rajahstan i wilgotne Delhi w czasie monsunu. Pośród ośnieżonych himalajskich szczytów i przez nepalską dżunglę. Autobusami, pociągami, stopem, motocyklem, rowerem. Migające obrazy za szybą. Obrazy w obiektywie. Dookoła ciągle nowe kolory, zapachy i brzmienia.
Spotykałam różnych ludzi, przyjaznych, zwariowanych, szczęśliwych, zrozpaczonych. Młodych, starych, biednych, bogatych. Wysłuchałam setki historii życia.
A moja historia życia?
Teraz dzieli się na historię sprzed wyjazdu i historię wyjazdu. I na snucie kolejnych planów.
Bo podróż upiła mnie życiem.
Chcę żyć. Połykać świat. Smakować każdy moment.
Czuć. Trwać w chwili. Nie spiesząc się. Uważnie patrzeć i słuchać.
Być. Tu i teraz. Być wolnym.
Szybować w chmurach. Być dzieckiem, ciągle pytać.
Śmiać się i płakać.
Biec. Biec przed siebie.
A potem usiąść z Tobą pod drzewem, zapatrzyć się w zachód słońca.
Patrzeć jak Wisła płynie i napić się wreszcie polskiego piwa.



niedziela, 12 sierpnia 2007
Srinagar










Srinagar to ostatni przed Delhi przystanek podczas tej podróży. Główne miasto Kaszmiru Indyjskiego położone jest wokół kilku jezior.
Na największym z nich, jeziorze Dal, na dużych łodziach, na pomostach lub niewielkich wysepkach zbudowane są domy mieszkalne, sklepy i hoteliki. Pomiędzy tymi łódko-domami czółnami pływają sprzedawcy materiałów, warzyw, kwiatów i przypraw. Na jeziorze pływa nawet fotograf oraz przenośny bank, gdzie można wymienić walutę.















sobota, 04 sierpnia 2007
Kargil. Muzułmańska część Ladakhu.


Kargil opisany jest w przewodniku jako mało ciekawe miejsce. Mimo to, zanim jeszcze dojechałam, miałam przeczucie, że będzie mi się tam podobało. Zachodni Ladakh zamieszkują najczęściej muzułmanie. Zaraz po przyjeździe poczułam podobny zapach gotowanego i smażonego mięsa, głównie baraniny, jaki unosił się nad Kaszgarem w Chinach. Już pierwszego dnia zaprzyjaźniłam się z kilkunastoma sprzedawcami mięsa, a wieczorem smażonych kawałków mięsa, zanurzanych w sosie z baranich jelit.
W mieście, zgodnie z moimi przeczuciami, czułam się świetnie. W przeciwieństwie do Leh, Kargil wydał mi się żywym, prawdziwym miastem, przez które turyści jedynie przejeżdżają w drodze do Ladakhu lub w druga stronę, do Kaszmiru. Nie ma więc na każdym rogu hoteli i restauracji z zachodnimi potrawami jak w stolicy Ladakhu. Odetchnęłam z ulgą na tę odrobinę realności.
Przechadzam się po ulicach, w chustce na głowie, zagaduje miejscowych ludzi, a ci, serdecznie się uśmiechają. Zaglądam też do meczetu, gdzie trwa jakiś festiwal. Pomimo, że tradycyjnie kobiety nie mają tam wstępu, zostaję zaproszona do świątyni. Słucham przemówień kilku duchownych, których oczywiście nie rozumiem, a potem, co przyjemniejsze, załapuję się na poczęstunek.