joanna mostowska - wyjazd do Azji 2006-2007
Kategorie: Wszystkie | mapy | parę słów o mnie | podziękowania
RSS
wtorek, 28 listopada 2006
Bollywood





Bombaj to też stolica kina, słynny Bollywood.
Na ulicy zaczepia mnie chłopak. Pyta, czy chcę zagrać jako statysta w filmie bollywoodzkim. Pewnie, ze chcę! Umawiamy się na spotkanie. Niestety okazuje się, że jednak potrzebują tylko chłopaków. Mogę zagrać chłopaka, mam krótkie włosy, mówię. Ale nie zgadzają się.
Jest mi trochę smutno, chciałam zobaczyć plan filmowy od wewnątrz. No trudno. Idę więc do kina na najnowszy hit - Dhoom 2.
Na widowni wszyscy się tłoczą, przepychają, krzyczą, szukają swoich miejsc. Nagle jednak zalega cisza. Na ekranie wyświetla się flaga Indii. Wszyscy wstają i śpiewają hymn narodowy. Za chwilę jednak krzyki znowu zapełniają salę, bo oto zaczyna się film. Widownia szaleje, gwiżdże, tupie nogami, klaszcze.


a jednak cywilizacja. Bombaj.







Bombaj jest ogromny. Po horyzont ciągną się nowoczesne wieżowce. Na ulicach jest o wiele czyściej niż w innych miastach. Bombaj to centrum biznesowe, centrum kulturalne i bardzo europejska atmosfera. Po podróży po wertepach, czuję się tu świetnie. Przeszkadzają jedynie prawie 40-stopniowe, wilgotne upały.









niedziela, 26 listopada 2006
tęsknoty, śmiechoty i henna na ręku


pytacie, czy tęsknię
tęsknię bardzo
za rodziną, znajomymi,
za Wami wszystkimi
dziękuję za mejle i komentarze na blogu
to bardzo miłe
wczoraj oglądałam film z Bollywood
było tam parę ujęć z Rzymu
i choć w Rzymie nigdy nie byłam
łzy stanęły mi w oczach
bo to Europa
w mniejszych miejscowościach mówię, ze jestem z Europy
bo nie wiedzą, gdzie jest Polska
słyszeli o Wielkiej Brytanii, o Niemczech, ale o Polsce nie
tutaj wszystko nabiera innej skali
we mnie też inna skala
codziennie coś zupełnie nowego
codziennie czegoś się boję
codziennie cieszę się z nowych doświadczeń
codziennie nowe tęsknoty i nowe śmiechoty
codziennie skrajności
codziennie dziękuję, że mogę tu być
piszecie, ze ciekawi jesteście jak to jest tu być
a ja sama tego trochę nie ogarniam
czasem myślę, że powinnam zwolnić tempo tej podróży
ale na razie jestem trochę zachłanna
zachłanna nowych wrażeń
zachłanna nowych miejsc
lubię tak połykać świat
czasem piszę na szybko
i może trochę mało składnie
ale cieszę się, że mogę się z Wami podzielić
częścią wrażeń i coś tam skrobnąć na blogu
a na zdjęciu bez dredów i z henną na ręku


spadaj Hindusie!


Hindusi są upierdliwi. Każdego "białasa" bacznie obserwują, śledzą każdy ruch. Śledzą cię, chcą ci coś sprzedać. I gapią się, ciągle się gapią. Na ogół odpowiadam uśmiechem. Jak to dobrze, że jest coś takiego jak uśmiech. Uśmiech jest międzynarodowy. Każdy wie, co oznacza. I w dodatku na uśmiech na ogół ludzie odpowiadają uśmiechem.


Jadę z Kutch przez Ahmedabad. Chcę jechać do Bombaju, ale nie ma już biletów na ten dzień. Łapię więc rikszę i proszę o zawiezienie do hotelu. Płacę rikszarzowi, ale ten idzie za mną. Mało tego! Dwóch jego kumpli przyłącza się. Wiem, że są po prostu ciekawi, że chcą pomóc. Ale jestem zmęczona, chcę iść spać. A tu wszyscy zachwalają hotel, ktoś chce mi zanieść plecak, ktoś inny oferuje, że otworzy mi drzwi, ktoś pyta, czy nie chcę herbaty, a może obiad, a może pozwiedzać, a może jednak inny hotel... Spadaj Hindusie! krzyczę w końcu. Nic od was nie chcę, spadać stąd! Spieprzajcie wszyscy!
Poniosło mnie, ale jestem niemiła.


sobota, 25 listopada 2006
czaj, bidi i tabla czyli wszystko dla mężczyzn





Do Maldvi z rzadka zaglądają turyści. Nikt nie mówi tu więc po angielsku.
I całe szczęście, bo jestem już zmęczona ciągłymi pytaniami "Hi! How are you? What's your name? Where are you from?", na które muszę w kółko odpowiadać po tysiąc razy dziennie.

W Maldvi wszyscy, tzn. wszyscy mężczyźni zbierają się o wschodzie słońca, piją czaj czyli indyjską herbatę z mlekiem. Wsłuchują się w grę tabli płynącą z rzężącego radia. Częstują mnie bidi, indyjskimi papierosami z tytoniu owiniętego w suszony liść eukaliptusa.
Chyba nie wiedzą, co o mnie myśleć. Siedzę razem z nimi, palę bidi, piję czaj. A przecież miejsce kobiety jest w domu. Trochę się podśmiewają, trochę może podziwiają. Ale to nic, ważne są dźwięki bębna, w które teraz się wszyscy wsłuchujemy.


Maldvi











Maldvi to wioska na wybrzeżu Morza Arabskiego, a raczej zatoki Kutch. Większość mieszkańców zajmuje się tu remontowaniem i budową nowych drewnianych statków. Od rana do nocy słucham więc stukania młotków i warczenia pił. Wieczorem idę na plażę. Na tle zachodzącego słońca chłopcy przeganiają wielbłądy.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5