joanna mostowska - wyjazd do Azji 2006-2007
Blog > Komentarze do wpisu
Stok Kangri 6153 m n.p.m.


Po ostatnim wypadzie w góry trochę straciłam pewność siebie, więc tym razem postanowiłam pójść z przewodnikiem. Tym bardziej, ze celem wypadu jest wejście na sześciotysięcznik, górę w okolicach Leh, Stok Kangri 6153 metrów n.p.m. (wysokości są w różnych przewodnikach różnie podawane - od 6090 do 6153 metrów, więc - żeby bardziej się pochwalić - wybieram największą).


widok na Stok Kangri z okolic Leh


Szczyt, chociaż ponad 6 tysięcy, nie jest wyjątkowo trudny, nie wymaga większego doświadczenia, i wielu turystom w Ladakhu udaje się tam wejść.
Wejście na Stok Kangri zajęło mi cztery dni - dwa dni wejścia pod górę, jeden dzień wejścia i zejścia na szczyt i jeden dzień powrotu. Mój przewodnik, Tashi i ja zaczęliśmy wędrówkę w Stok (3690 m n.p.m.), niewielkiej miejscowości w okolicach Leh.



pierwszy obóz


Dwa pierwsze dni były mało męczące, ale potrzebne do przyzwyczajenia się do wysokości. Pierwszego dnia, dość deszczowego, szliśmy szeroką doliną, żeby rozbić obóz na wysokości około 4400 m n.p.m. Drugiego dnia podeszliśmy blisko góry i zostaliśmy na noc na wysokości 5050 m n.p.m.



drugi dzień


drugi dzień - w tle Stok Kangri




drugi obóz


widok na Stok Kangri z drugiego obozu


Trzeciego dnia było ostateczne zmierzenie się z górą. Na szczyt trzeba iść długi odcinek przez lodowiec i śnieg, a więc żeby iść po zmrożonym lodzie, konieczne było wyjście bardzo wcześnie, przed 3 rano. Pogoda nie dopisała. Było zimno i padał śnieg, widoczność prawie zerowa. Już po kilkunastu minutach zgubiłam swojego przewodnika. Jeszcze przez jakiś czas szłam sama oczywistą drogą, po grani, ale po chwili pojawiły się przede mną różne przełęcze, doliny i nie miałam pojęcia, gdzie mam iść dalej. Wołałam przewodnika, ale ten nie odpowiadał. Usiadłam na kamieniu i zaczęłam płakać. Bardzo chciałam wejść na tę górę, a już po pół godzinie drogi, myślałam, że jedyne wyjście to zawrócić do obozu.



trzeci dzień - droga na szczyt

Po chwili jednak zauważyłam jakieś światła. To dwóch wspinaczy, których poznałam dzień wcześniej. Okazało się, że jeszcze spory kawałek idą tą samą drogą, co ja, więc poszłam z nimi. Po jakiejś godzinie znaleźliśmy mojego przewodnika. Byłam na niego wściekła, że na mnie nie poczekał. Poszliśmy dalej. Dalej trzeba było się wspinać po stromym lodowcu. Droga ostro pod górę, w świeżym śniegu, i powyżej 5 tys. metrów, była męcząca i co chwila musiałam się zatrzymywać, żeby uspokoić oddech. Po jakimś czasie zrobiłam się też niesamowicie głodna, jakbym nic nie jadła od kilku dni.


trzeci dzień - droga na szczyt (w żółtej kurtce - przewodnik)

Tymczasem zrobiło się jasno i z lodowca weszliśmy na skalną grań. Tashi, mimo moich próśb, nie czekał na mnie, gnał do przodu, a ja, bojąc się, że go zgubię, gnałam za nim. Z reguły tę trasę pokonuje się w rakach, ale że przewodnik “biegł” do góry, nawet nie założyłam ich przez cale wejście na szczyt.



trzeci dzień - droga na szczyt


trzeci dzień - widoki spod szczytu


trzeci dzień - droga na szczyt

Wreszcie po 4,5 godzinach dotarliśmy na szczyt. Zła na przewodnika, że nie czekał na mnie i nie pomagał na lodowych ścianach, w kiepskiej pogodzie, nawet nie ucieszyłam się bardzo, że weszłam na górę. Zejście okazało się nawet trudniejsze niż wejście, tym bardziej, że Tashi bez przerwy gubił drogę. Mogłam równie dobrze pójść sama, z mapą, złościłam się na siebie, że wybrałam tego przewodnika. Po 9 godzinach byliśmy znowu w obozie i chociaż było dopiero południe padłam ze zmęczenia. Kolejnego dnia wróciliśmy do Leh i dopiero po powrocie zaczęłam się cieszyć z tej góry. O kurcze, weszłam na 6 tysięcy!



na szczycie


czwarty dzień - powrót



środa, 25 lipca 2007, a_azja

Polecane wpisy

  • KONIEC PODRÓŻY

    Dokładnie 9 miesięcy od przylotu do Indii, znowu stoję na lotnisku i czekam na samolot do Warszawy. To była długa podróż, pełna niespodzianek, przygód, szybkich

  • Srinagar

    Srinagar to ostatni przed Delhi przystanek podczas tej podróży. Główne miasto Kaszmiru Indyjskiego położone jest wokół kilku jezior. Na największym z nich, jezi

  • Chodząc po Marsie

Komentarze
Gość: Wawa, *.aster.pl
2007/08/02 14:10:43
Gratulacje Asiu! Dzielna z Ciebie dziewczyna! A przewodnik musiał być faktycznie jakiś nieogarnięty :) Do 23.08! :)
-
Gość: WOJTEK, *.adsl.inetia.pl
2007/10/26 18:39:48
Jesteś super dziewczyną, przy następnym pobycie w Leh, postaram się zdobyć ten sztyt. Dziękuję za INSPIRACJE.
-
2007/12/26 21:22:01
Gratuluję,tez podróżuję,żałuję ,ze tak późno poznałem to piękno.Chciałbym z panią porozmawiać,gdy znów będą slajdy spotkania.Pozdrawiam z nowym rokiem nowych szlaków.Moja krew!Szymon
-
Gość: zingerman, *.chello.pl
2008/04/30 21:44:47
Asiu piekna wyprawa, cudowne zdjecia, relacja niczym Halik :P. Czytałem wywiad z tobą w "rowertour" odniosłem wrażenie ze jestes skromna osobom co w wydaje mi sie nie pasować do babeczki która sama pzrejechała tybet. Mam adzieje ze bede kiedys mógł pojechac twoimi śladami.gratuluje i niecierpliwie czeam na nastepne relacje z twoich wypraw.
Pozdrawiam
Paweł z Gdańska
-
Gość: Kogo, *.adsl.inetia.pl
2009/02/25 18:17:06
Ciekawe spostrzeżenia, ciekaw jestem czy tez będę miał podobne odczucia :)